to chyba jakieś żarty?
10 lat temu…
•2 Listopad 2009 • 1 komentarz02.11.1999
“12 letni chłopiec doznał licznych obrażeń w wyniku upadku ze skały w tym: Stłuczenia głowy z cechami obrzęku mózgu oraz ranami grzbietu nosa, kącika lewego ust oraz brody, rozerwania oraz oderwania dolnego bieguna śledziony z przemieszczeniem oderwanego fragmentu pod wątrobę, oraz całkowitego złuszczenia nasady dolnej kości promieniowej prawej z przemieszczeniem. Zastosowano leczenie przeciwdziałające obrzękowi mózgu. Wykonano laparotomię: usunięto amputowaną część śledziony oraz resekowano część stłuczoną a ranę zaopatrzono wszywając siatkę wikrylową oraz układając spongostan. Przetłoczono krew jednoimienną. Odłamy złuszczonej chrząstki wzrostowej udało się ustawić w niewielkim ustawieniu kątowym – dalsze leczenie ambulatoryjne. W efekcie leczenia rany zagoiły się prawidłowo, badanie usg wykazało obecną i niemal niezmienioną śledzionę. Nierówność źrenic stopniowo wycofała się jak również opadanie powieki oka prawego. Wypisano do domu w dobrym stanie ogólnym…”
wstępne badania wykazały:
“[...]w okolicy podprzeponowej obecna duża ilość wolnego płynu oraz obraz ruchomej struktury odpowiadającej części wątroby”… to byłby mój koniec

Wielu pytało, jak to się stało. A ja po prostu zasłabłem. Uratowała mnie kobieta, która po drugiej stronie ulicy grabiła sobie liście – ot zwyczajny jesienny dzień. Taki jak dzisiaj. Pamiętam, że nie było jeszcze wtedy śniegu, było trochę mroźno ale sucho. Wróciliśmy z Pobiednej. Pobiegłem na skały podziwiać ciszę i spokój prawie całkowicie wyludnionego o tej porze roku miejsca i pomedytować trochę. Uwielbiałem chodzić w takie miejsca sam, można było się wyciszyć, odetchnąć. Do dzisiaj zostało we mnie trochę tej samotności.
Zasłabłem podczas schodzenia. Zawisłem w krytycznym punkcie – do góry się nie da,
a zeskoczyć w dół tyłem ryzykownie…i czy zdążę złapać się gałęzi na wąskiej półce pode mną? Wisiałem tak dłuższą chwilę…aż poczułem jak mięknie mi ciało, odchylając się do tyłu zamykały mi się oczy. Dalszej części nie pamiętam, byłem nieprzytomny. Tamta kobieta opowiadała mi później, że wpadłem w stertę liści, które rzucała między skały. Wstawałem, wyrywałem się, chciałem iść do domu, “bo co mama powie?!”
…palcem tamowała mi krew cieknącą po twarzy ze złamanego i poranionego nosa, siłą zatrzymywała mnie w miejscu, jednak po kilku krokach ciało zemdlało znowu. Wezwała gopr, później przyjechała R’ka. Była też seria rtg, usg, badań i operacja, których nie pamiętam a podobno wykrzykiwałem różne rzeczy do pielęgniarek i doktorów, żeby mnie wypuścili. Zdejmowałem sobie czujniki z ciała i pierwszy raz świadomie obudziłem się, kiedy było już po wszystkim, leżałem w łóżku.
Nie mogłem otworzyć prawego oka, pachniało przepraną setki razy pościelą…znacie ten zapach z tanich hoteli i schronisk. Poczułem te wszystkie rurki powtykane w moje ciało: gardło, nos, drenaż w brzuchu, swędzący welfron w nagdarstku i (ała)[...].
A z palca pik pik pik pik… Pamiętam, że pewnej nocy w złości z niewygody powyciągałem sobie z gardła i nosa wszystkie rurki. Raz wieźli mnie na łóżku po usg, kątem oka zobaczyłem automat z coca-colą stojący w holu – później do końca pobytu w szpitalu mnie on prześladował… to było okropne! Nie pamiętam ile dokładnie przeleżałem w szpitalu, tydzień, dwa(?)
W ostatni dzień darowałem sobie gotowany, bezsmakowy obiad szpitalny, na który już nie mogłem patrzeć. Lekarze pozwolili mi iść do MaCa. Nie wiem co dało mi tyle siły na zdrowienie, czy okropne żarcie w szpitalu, może moja własna siła, a może masakryczna chęć wypicia coca-coli od tamtego pamiętnego usg. Widok tamtego automatu z przekrzywionej perspektywy jadącego na łóżku dalej mam w pamięci:) Pamiętam kartkę na drzwiach do mieszkania “Welcome to home Nikodem” – prezent od mojej rodziny mieszkającej piętro wyżej.
Któregoś dnia potem poszliśmy z ojcem załatwić zwolnienie ze szkoły czy tam sprawy z odszkodowaniem. Całą rękę miałem w gipsie, ciągle nie miałem siły otworzyć prawej powieki, miałem poharataną twarz, krzywy nos i czułem duuuży szkolny wzrok na sobie, wiele dużych szkolnych wzroków. Poszedłem odwiedzić klasę podczas przerwy kiedy ojciec siedział w sekretariacie, oddałem w końcu koleżance jej “Złote Myśli” (:P)
które wziąłem do uzupełnienia przed wypadkiem.
Po krótkiej terapii w domu wróciłem do szkoły, najpierw jako wolny słuchacz. Później nauczyłem się pisać lewą ręką, napisałem nawet sprawdzian z matmy ledwo trzymając w ręku linijkę. Po jakimś czasie zdjęli mi gips, odzyskałem kontrolę nad swoim ciałem
i po sześciu miesiącach bez w-f’u zostałem uznany za wyleczonego.
Po wszystkim zacząłem żyć bardzo aktywnie, wsiadłem na rower, zacząłem uczyć się trialu. Całe moje życie stało się rowerem, ciągłymi ranami, treningiem. Górskimi wycieczkami, także na rowerze, ze znajomymi oraz samotnie.
Bieganie, wspinaczki itd itd… po przeprowadzce Aikido, gitara, fotografia…
Oto moja historia z 99roku, historia mojego życia.
To było dziesięć lat temu.
Dziś nie jeżdżę już na rowerze z przyczyn finansowych i nie ćwiczę Aikido z braku czasu.
Ciężko było mi pogodzić wszystkie moje zainteresowania.
Odwiedzam czasem moją skałę, siadam na niej jak kiedyś i patrzę i słucham.
wrażenia
•10 Październik 2009 • 1 komentarz“…przepraszam bardzo…bo my tam siedzimy na dole przy stoliku,
a jak gracie, to my nie możemy rozmawiać. Czy moglibyście…”
…
Dziwnym trafem…wszyscy byli bardzo zdziwieni,
że w ogóle ma zagrać jakiś zespół.
Począwszy od wspomnianego już wcześniej dźwiękowca,
z którym gadałem chyba pół godziny dwa dni temu,
wyjaśniając co będzie grać i jakie potrzeby sprzętowe
będzie mieć (pan zrobił wielkie oczy i spytał się:
a co my potrzebujemy?) – ten fakt, w zasadzie można pominąć…
Całe szczęście, posiadamy jakikolwiek swój sprzęt,
więc udało nam się nagłośnić na własną rękę,
niestety kosztem drugiej gitary…
poprzez ludzi tam zebranych, do właścicieli lokalu.
W sumie jedynymi osobami wiedzącymi cokolwiek
o całym zamieszaniu, byliśmy MY, chyba organizator,
i paru znajomych, którym serdecznie dziękujemy za przybycie :)
Dziękujemy również Panu burmistrzowi za wysłuchanie,
mamy nadzieję, że z przyjemnością, tego naszego małego jazgotu :D
(Trzeba też dodać, że Pan burmistrz jest niemal na każdym
naszym koncercie :) )
Dziękujemy też ludziom, którzy w trakcie koncertu wyszli,
aby zrobić miejsca siedzące… osobom,
którym rzeczywiście chciało się nas słuchać – a tym
dziękujemy jeszcze bardziej za nieobrzucenie nas pomidorami.
Mamy nadzieję, że nie zawiedliśmy.
a oto kilka fotek…







Druids – Szklarska Poręba 2009
•7 Październik 2009 • Dodaj komentarz10.10.2009 – sobota – przy dolnej stacji na Szrenicę
w Szklarskiej Porębie Górnej, około godziny 14:00;
odbędzie się koncert zespołu “Druids” (prog-epic metal)
w składzie:
Paweł Hekman-wokal
Maciej Koziński-gitara, wokal
Sebastian Linke-perkusja
Jakub Pawłowski-bas
Nikodem Prokopiuk-gitara, wokal
Klaudia Sobieralska-wokal, może też skrzypce.
Serdecznie zapraszamy!
Update:
Nie będzie to występ sceniczny. Będziemy grać przy szałasie żywca, a jeśli pogoda się nie popisze, to wewnątrz.
Z tego co się przed chwilą dowiedziałem, nie będzie też konkretnego nagłośnienia przygotowanego pod zespół… :|
Na szczęście udało mi się dodzwonić do osoby odpowiedzialnej za nagłośnienie i mniej więcej rzucić temat naszych potrzeb. Jak to będzie zobaczymy. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to klapa organizacyjna. My jako zespół przygotowujemy się z całej siły i ze swojej strony postaramy się nie zawieść.
Do zobaczenia!
PN09
•1 Październik 2009 • 1 komentarz(06:00)
Właśnie wróciliśmy. To były cztery przepotężne koncerty… no może 3 i pół…
no dobra w zasadzie to 3… :P Spóźniliśmy się na Unexpect ale załapaliśmy się na trzy (?) ostatnie kawałki. Bigelf super dźwięki! Opeth spoko, chociaż oczekiwałem czegoś lepszego.
Ale to co zrobiło ze mną Dream Theater… Trafiliśmy na wspaniałą setlistę. Zagrali min. Solitary Shell, Hollow Years, The Dance Of Eternity (!), oraz 3 znośne kawałki z nowej płyty a co najlepsze… Mirror+Lie – dwa kawałki, przez które poznałem ten zespół…
i wiecie co? Złapałem kostkę :D


